W 2013 roku Beerus obudził się w filmie „Dragon Ball Z: Battle of Gods”. Potem zaliczył mangę „Dragon Ball Super” w czerwcu 2015 roku, telewizyjne „Super” miesiąc później, a 11 października 2026 roku wrócił w Japonii w „Dragon Ball Super: Beerus”. Jak na boga, który nade wszystko ceni sen, jest zdumiewająco pracowity. Nie zmienia zajęcia, nie szuka nowych wyzwań, za to regularnie ma premierę. Idealny pracownik: od kilkunastu lat wykonuje tę samą robotę, a firma za każdym razem ogłasza sukces innowacji.
Nowa odsłona to nie zwykłe „włącz jeszcze raz”. Toei określa ją jako edycję ENHANCED: zapowiedziano nowe i przerysowane ujęcia oraz przebudowaną narrację. I dobrze. Tyle że pozostaje pytanie: ile razy można sprzedać to samo spotkanie, zanim nawet Goku zacznie rozpoznawać w Beerusie nie przeciwnika, lecz dział księgowości? Z pomocą przyjdzie Nietzsche. Nie żyje od ponad stu lat, więc nie może zaprotestować.
Demon Nietzschego ma konto na platformie
W § 341 „Wiedzy radosnej” Nietzsche proponuje eksperyment myślowy: wyobraź sobie demona, który mówi ci, że przeżyjesz swoje życie nieskończenie wiele razy, dokładnie takie samo. Wrócą wszystkie radości i wszystkie porażki, a także dzień, w którym publicznie przekonywałeś, że Yamcha jeszcze pokaże, na co go stać. Bez poprawek i bez przewijania. Czy przyjmiesz to jako przekleństwo, czy potrafisz odpowiedzieć życiu „tak”?
![]() |
| Fot. Goku kontra Beerus po raz kolejny. / „Dragon Ball Super: Beerus” (2026) © Bird Studio/Shueisha, Toei Animation. |
W tym eksperymencie Nietzschego chodzi o odwagę afirmacji całego własnego istnienia. Nie o powtarzanie serialu. Tu leży zasadnicza różnica: wieczny powrót z § 341 nie przewiduje poprawek, za to Toei jak najbardziej. Demon zapowiada dokładną powtórkę życia. Producent dodaje: „Ale teraz bohaterowie będą mieli poprawione twarze”.
Oczywiście powrót znanej historii może mieć sens. „Hamleta” wystawia się od wieków i nikt nie żąda, by książę wreszcie pogodził się z rodziną przy herbacie. Każda inscenizacja może wydobyć coś nowego. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy zamiast innego spojrzenia dostajemy jedynie inną rozdzielczość. Reinterpretacja zmienia sposób rozumienia opowieści; renowacja sprawia, że stary sufit mniej przecieka. Obie bywają potrzebne, ale warto nie wystawiać za nie tej samej faktury.
Goku kontra anatomia, wynik 0:1
Jeśli jednak ktoś twierdzi, że początków „Super” nie trzeba poprawiać, polecam piąty odcinek z 2015 roku. Walka Goku z Beerusem na planecie Kaio przeszła do historii nie dlatego, że bohater osiągnął kolejny poziom mocy. W części ujęć osiągnął poziom, na którym oczy, nos i szczęka zaczęły prowadzić niezależną politykę zagraniczną. Twarz chwilami wyglądała, jakby narysował ją ktoś, kto widział Goku pięć lat temu, w deszczu, z jadącego autobusu. Fryzura pozostała mniej więcej na miejscu, więc policja nie musiała dodatkowo weryfikować tożsamości Saiyanina.
![]() |
| Fot. Zniekształcona twarz Goku / Źródło: „Dragon Ball Super”, odc. 5 (2015). © Bird Studio/Shueisha, Toei Animation. |
Nie każda brzydka stopklatka świadczy o złej animacji. Tu jednak krytyka była szeroka, a część rysunków poprawiono później w wydaniach domowych. Nie ma sensu znęcać się nad animatorami pracującymi pod presją czasu. Można szanować ich wysiłek i jednocześnie przyznać, że ekranowy rezultat chwilami przypominał plakat narysowany na trzy minuty przed zamknięciem drukarni.
Powstał za to interesujący ciąg zdarzeń: najpierw widz dostał niedopracowaną wersję, potem poprawioną, a po latach otrzymuje kolejne opracowanie całej historii. Nie twierdzę, że ktoś specjalnie zepsuł twarz Goku, żeby kiedyś dało się ją ponownie sprzedać. Taki plan wymagałby nikczemności godnej Friezy i przewidywania godnego rybiej wyroczni. Wystarczy jednak zauważyć, że silna marka potrafi zamienić nawet naprawę własnego błędu w powód do kolejnego świętowania. „Teraz Goku ma oczy we właściwych miejscach” brzmi jak minimum przyzwoitości. W odpowiednio zmontowanym zwiastunie można jednak sprzedać to jako rewolucję w japońskiej animacji.
Amor fati, czyli pokochaj swój los. Niekoniecznie abonament
W § 276 „Wiedzy radosnej” Nietzsche przywołuje amor fati, miłość losu. Chodzi o coś mocniejszego niż westchnienie „trudno, jakoś będzie”: o próbę powiedzenia „tak” również tej części życia, której wolelibyśmy nie pamiętać. Fani mogliby spróbować czegoś podobnego. Stare „Super” było chwilami brzydkie. To część jego historii. Nie trzeba udawać, że po latach od początku wyglądało jak arcydzieło, ani robić z każdego krzywego profilu zamachu na dziedzictwo Toriyamy.
Nie znaczy to, że amor fati zakazuje poprawek. Nietzsche nie prowadził urzędu ochrony źle narysowanych nosów. Można lubić serię, pamiętać jej wpadki i cieszyć się z nowej wersji. Nie należy tylko mylić dwóch rzeczy: ulepszenia anime z odzyskaniem dzieciństwa. Nowy montaż nie przeniesie cię do czasów, gdy największym dramatem dnia było to, że telewizor zajęła babcia. Co najwyżej przypomni ten dramat w lepszej jakości obrazu.
Dzieciństwo: produkt niedostępny, zamiennik w sprzedaży
Tu zaczyna się ekonomia nostalgii. Svetlana Boym przypominała, że nostalgia bywa tęsknotą za utraconym czasem, zwłaszcza dzieciństwem. Simon Reynolds, pisząc głównie o muzyce, pokazywał popkulturę coraz chętniej żywiącą się własnymi wspomnieniami. „Dragon Ball” nadaje się do tego idealnie. Jedno ujęcie Goku i nagle dorosły człowiek, który dziś negocjuje kredyt, przypomina sobie, jak na podwórku wystrzeliwał Kamehamehę. Niestety, żaden bank nie uzna tej techniki za wkład własny.
Widz niekoniecznie kupuje zatem nową historię. Czasem kupuje okazję do spotkania własnego dzieciństwa. To uczucie jest prawdziwe, nawet jeśli reklama wykorzystuje je z precyzją godną snajpera. Producent nie może sprzedać utraconego czasu, może jednak zaoferować jego nową rekonstrukcję: świeższe kolory, znajomy głos, tę samą walkę i kolejny powód, żeby włączyć platformę. Wspomnienia pozostają bezcenne. Dostęp do nich ma już całkiem konkretną cenę.
![]() |
| Fot. Goku i Beerus w „Dragon Ball Z: Battle of Gods” (2013). © Bird Studio/Shueisha, Toei Animation. |
I nie ma w tym automatycznie oszustwa. Fan ma prawo cieszyć się kolejnym Beerusem. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy uczucie do serii ma zastąpić ocenę jej jakości. „Nie podoba ci się nowa wersja? To nie jesteś prawdziwym fanem!” Świetny argument: jeśli nie kupujesz tego samego po raz czwarty, najwyraźniej nigdy nie kochałeś tego za pierwszym. Wierność przestała być relacją z dziełem, a zaczęła przypominać program lojalnościowy z obowiązkowym odnawianiem członkostwa.
Ostatni człowiek i nowy zwiastun
W „Tako rzecze Zaratustra” Nietzsche przedstawia „ostatniego człowieka”: kogoś, kto woli małą, bezpieczną wygodę od ryzyka i przekraczania własnych granic. Nie jest to opis fana anime, który po pracy chce zobaczyć znajomych bohaterów. Odpoczynek nie wymaga filozoficznego świadectwa dojrzałości. Ale jako żartobliwe lustro popkultury ta figura działa znakomicie: „Myśmy szczęście wynaleźli”, oznajmia ostatni człowiek i wybiera w menu „Polecane, bo oglądałeś już trzy razy”.
Powtarzalność daje poczucie bezpieczeństwa. Nowa historia może rozczarować, natomiast stara rozczaruje najwyżej tym, jak została narysowana. Dlatego ekonomia franczyzy tak dobrze dogaduje się z nostalgią. Henry Jenkins opisywał opowieści rozwijane w różnych mediach, Derek Johnson – przemysłową organizację franczyz. „Dragon Ball” łączy seriale, filmy, gry, gadżety i dyskusje fanów. Wystarczy powiedzieć „Beerus”, a połowa internetu wykona resztę promocji bez faktury. Druga połowa ogłosi bojkot, po czym obejrzy zwiastun sześć razy, żeby ten bojkot uzasadnić.
Nie znamy kosztów ani przyszłych zysków nowej odsłony, ale… Mechanizm jest prostszy: znana opowieść ułatwia przyciągnięcie uwagi, a uwaga jest cenna. Płacimy pieniędzmi, czasem albo energią poświęconą na spory o kontur szczęki Goku. W ekonomii mówi się także o koszcie alternatywnym: godzinę poświęconą na ponowną walkę z Beerusem można było przeznaczyć na inne anime. To nie wyrzut sumienia, tylko przypomnienie, że doba ma dwadzieścia cztery godziny, nawet jeśli saga potrafi przeciągnąć pięć minut walki na pół sezonu.
Powrót, na który naprawdę mamy ochotę
Nowy „Beerus” może okazać się udanym przedsięwzięciem. Lepsza animacja i zmieniona narracja mogą nadać znanym scenom świeżość. Krytykowanie go tylko dlatego, że jest powrotem, byłoby równie głupie jak zachwycanie się nim tylko dlatego, że nazywa się „Dragon Ball”. Można też obejrzeć i samemu ocenić, czy to nowe odczytanie, czy elegancko podgrzany obiad.
Nietzsche pytał, czy umielibyśmy pragnąć powrotu własnego życia. Dobrze byłoby zapytać podobnie o wybory widza: czy naprawdę chcę znów spotkać Beerusa, czy po prostu przyzwyczaiłem się mówić „tak”, kiedy widzę pomarańczowy strój Goku? Nie trzeba zostać filozofem, żeby dostrzec różnicę. Wystarczy na chwilę odłożyć kartę płatniczą.
Goku pokonuje kolejne granice swojej mocy, Beerus potrafi skutecznie unicestwiać światy, ale najtrwalszą formę nieśmiertelności osiągnęła franczyza. Z jednego spotkania robi następne, a z każdej kolejnej premiery dowód, że spotkania nigdy za wiele. Kiedyś zapewne zobaczymy „Dragon Ball Super: Beerus – Ultimate Definitive Enhanced Edition”. Wtedy Nietzsche ponownie spyta, czy chcemy wszystko przeżyć od początku. A zanim odpowiemy, księgowość już wystawi rachunek.
Bibliografia (rozwiń)
1. Ashcraft B., Dragon Ball Super Looks Super Crappy, „Kotaku”, 10.08.2015.
URL: https://kotaku.com/dragon-ball-super-looks-super-crappy-1723059211 [dostęp: 27.10.2026].
2. Boym S., Nostalgia jako źródło cierpień, tłum. I. Boruszkowska, „Ruch Literacki” 2019, t. 60, z. 1 (352), s. 99–110, DOI: 10.24425/rl.2018.124791.
URL: https://ruj.uj.edu.pl/entities/publication/d3177c4b-89b6-40bf-98ea-beedce6e5dcd [dostęp: 27.10.2026].
3. Dragon Ball Super, serial anime, Toei Animation, Japonia 2015–2018; zwłaszcza odc. 5 (2015).
4. Dragon Ball Super: Beerus, serial anime, Toei Animation, Japonia 2026; oficjalna strona, opis edycji ENHANCED i materiały promocyjne.
URL: https://dragonball-super.com/en/ [dostęp: 27.10.2026].
5. Dragon Ball Official Site, Dragon Ball Super Celebrates Its 10th Anniversary! A Look Back at V Jump’s Front Cover Illustrations!, 20.06.2025.
URL: https://en.dragon-ball-official.com/news/01_3488.html [dostęp: 27.10.2026].
6. Dragon Ball Official Site, Dragon Ball Super: Beerus — October 2026 Broadcasting and streaming begins!, 3.09.2026.
URL: https://en.dragon-ball-official.com/news/01_4425.html [dostęp: 27.10.2026].
7. Dragon Ball Z: Battle of Gods, reż. Masahiro Hosoda, Toei Animation, Japonia 2013.
8. Farrugia N., Dragon Ball Super Episode 5 Issues Corrected with Home Release, „Capsule Computers”, 3.12.2015.
URL: https://www.capsulecomputers.com.au/2015/12/some-dragon-ball-super-episode-5-issues-corrected-with-home-release/ [dostęp: 27.10.2026].
9. Jenkins H., Transmedia Storytelling 101, „Pop Junctions”, 21.03.2007.
URL: https://henryjenkins.org/blog/2007/03/transmedia_storytelling_101.html [dostęp: 27.10.2026].
10. Jenkins H., Rethinking the “Value” of Entertainment Franchises: An Interview with Derek Johnson (Part One), „Pop Junctions”, 15.01.2014.
URL: https://henryjenkins.org/blog/2014/01/rethinking-the-value-of-entertainment-franchises-an-interview-with-derek-johnson-part-one.html [dostęp: 27.10.2026].
11. Nietzsche F., Die fröhliche Wissenschaft [Wiedza radosna], §§ 276, 341, tekst niemiecki w edycji cyfrowej eKGWB, Nietzsche Source.
URL: https://www.nietzschesource.org/texts/eKGWB/FW [dostęp: 27.10.2026].
12. Nietzsche F., Tako rzecze Zaratustra, tłum. W. Berent, „Przedmowa Zaratustry”, § 5, wydanie internetowe Wolnych Lektur.
URL: https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/tako-rzecze-zaratustra.html [dostęp: 27.10.2026].
13. Reynolds S., Pop Will Repeat Itself, w: tegoż, Retromania: Pop Culture’s Addiction to Its Own Past, Farrar, Straus and Giroux, New York 2011; fragment rozdziału udostępniony na stronie wydawcy.
URL: https://academic.macmillan.com/academictrade/9780865479944/retromania/ [dostęp: 27.10.2026].
14. Toriyama A., Toyotarō, Dragon Ball Super, manga, Shūeisha, Tokio, od 2015.




KOMENTARZE